Postać włoskiego zakonnika nie przestaje wywoływać kontrowersji i w odróżnieniu od wielu innych, jego ocena nie zależy od tego, jaki system wartości prezentujemy: jest on postacią niejednoznaczną i nadal tajemniczą.
XIV
i XV wiek nie bez powodu nazwano terminem jesień średniowiecza.
Obudzone wraz z wielką epidemią 1348 roku lęki, które dotychczas
tłumiło doskonale zorganizowane społeczeństwo Christianitas,
wystąpiły z wielką siłą. Niepewność, jaka pozostała po
strasznych czasach czarnej śmierci
towarzyszyła społeczeństwom Europy i każda
militarna klęska chrześcijańskich wojsk z Saracenami, nawroty
epidemii, wojna stuletnia, niewola awiniońska – wydawały się
Bożymi karami i zapowiedziami rychłego końca świata.
Autorytet Kościoła, nadszarpnięty skandalami nepotyzmu i brakiem
dyscypliny wśród kleru,
nie oferował już ludziom pewnego oparcia. Czy wobec takiej
rzeczywistości najlepszym wyjściem nie jest życie pozbawione
wszelkich trosk, poza tymi absolutnie koniecznymi, bogacenie
się, otaczanie się pięknem
i przyjemnościami? Rinascimento,
czyli powrót do antyku, związany z rodzącym się Renesansem,
popularność zdobył we włoskich miastach, wśród których przez
lata prym wiodła Florencja – przeżywająca spokojne i bogate
dekady pod zdecydowaną, lecz rozsądną władzą Medyceuszy.
Twórcą
potęgi rodu na przełomie
XIV i XV wieku był Jan
Medyceusz, bankier domu papieskiego. Jego
potomkowie stopniowo zagarnęli dla siebie całą władzę w mieście,
obsadzając ważniejsze urzędy, przede wszystkim Wielką Radę –
Signorię – swoimi zwolennikami. Rządzący miastem dwaj bracia:
Giuliano (1453-78) i Wawrzyniec Wspaniały (1449-92) umocnili pozycję
rodu
i miasta, co zwróciło ku nim wrogość koalicji miast włoskich pod
przywództwem papieża Sykstusa IV. W wyniku zawiązanego przez nich
spisku, Giuliano poniósł śmierć w czasie nabożeństwa we
florenckiej katedrze. Wawrzyniec ocalał.
Tymczasem
w Rzymie zmarł Sykstus i kolegium wybrało po wielu trudach
kompromisowego kandydata, Giovanniego Cibó – Innocentego VIII.
Historia nie notuje żadnych wartych wzmianki osiągnięć tego
papieża; może poza wieloma ekscesami jego życia prywatnego,
których się nie wstydził. Zresztą nie bez powodu, bo zepsucie
jego raczej nie przekraczało zwykłej miary, jaka cechowała i
innych książąt Kościoła w czasach Odrodzenia. Skandalem stał
się dopiero wybór jego następcy, Rodrigo Borgii, który przyjął
imię Aleksandra VI. Posiadał on kilkoro dzieci ze związku z
Vanozzą Catanei: Cezara, uwiecznionego przez Machiavellego
w Księciu, Lukrecję
– oskarżaną o rozwiązłość i spiskowanie
oraz Juana i Joffrego. Aleksander nie krył się z tym, że urząd
papieski traktował jak każdą inną monarchię i zamierzał
wykorzystać go jak najlepiej w każdy możliwy sposób.
Zeświecczenie Stolicy Świętej osiągnęło za jego pontyfikatu
stopień nieznany ani wcześniej, ani później w historii.
Oburzenie, jakie wywoływały kolejne posunięcia Borgii –
uczynienie Cezara kardynałem, skrytobójcze śmierci przeciwników,
wystawne bankiety i orgie (na czele ze słynnym tańcem
kasztanów) wywoływały
oburzenie wśród ludzi przecież nawykłych do nienajlepszego
prowadzenia się hierarchów Kościoła.
Gorliwy prorok
Jednym
z nich był Hieronim Savonarola. Urodzony
w Ferrarze 21 września 1452 roku, pochodził
ze średniozamożnej rodziny, związanej z dworem d’Este. Jego
dziadek i ojciec byli lekarzami – młody Girolamo także skierował
swe kroki ku wydziałowi medycyny w Bolonii. Zawód
miłosny, który przeżył
ponoć w młodości spowodował, że odciął się od światowego
życia, jakie oferowało uniwersyteckie miasto. Pod wpływem
wielkopostnych kazań augustianina brata Michelle, postanowił w
tajemnicy przed rodziną wstąpić do zakonu. Jako młody
dominikanin, wykazywał się niezwykłą surowością obyczajów –
w odróżnieniu od współbraci nie biesiadował, nie grał w karty;
za to sypiał na słomie, pościł, imał się wszelkich
najpodlejszych i najbardziej poniżających zajęć. Pasją
Girolamo była teologia: już w pierwszych miesiącach swej zakonnej
drogi rozpoczął pisanie traktatu opartego na Arystotelesie i
Akwinacie. Życie jego
współbraci nie pozwalało Savonaroli spokojnie patrzeć na stan
zakonu i całego Kościoła. Dał temu wyraz w traktacie De
ruina ecclesiae. Zapał i
wykształcenie, jakim się wykazywał, zwróciły na niego uwagę
władz prowincji lombardzkiej, która skierowała go do Florencji,
gdzie zajął się nauczaniem nowicjuszy.
W
Wielkim Poście 1483 roku zaczął głosić kazania w tamtejszym
kościele świętego Marka. Tutaj
chyba po raz pierwszy tak boleśnie odczuł niezgodność, jaka
panowała między jego usposobieniem – pełnym rygoryzmu i
umiłowania cnoty – oraz swobodnym i beztroskim podejściem
renesansowej Toskanii. Gwałtowność, z jaką wystąpił przeciwko
zepsuciu moralnemu mieszkańców Florencji odstręczyła słuchaczy i
kazania, choć pełne uniesienia i upstrzone biblijnymi cytatami i
odniesieniami, nie znalazły posłuchu. Po
tym niepowodzeniu, Savonarola powrócił do nauczania nowicjuszy.
Wkrótce
też gorliwy mnich wzmógł jeszcze bardziej swe praktyki pokutne.
Wraz z nimi pojawiać zaczęły się wizje. Anioł oznajmił
Savonaroli, że z powodu wielkich grzechów i zła, jakie
zagnieździło się w samym sercu chrześcijaństwa, nadszedł czas
pokuty. Savonarola ma przygotować świat na przyjście Apokalipsy
przez wytrzebienie zła: heretyków, zatwardziałych grzeszników…
Zaczął znów głosić kazania: najpierw w Brescii, gdzie jego tezom
dały posłuch wielkie masy; potem w samej Florencji, do której
powrócił triumfująco, rzucając gromy na wrogów Boga w obecności
zafascynowanych jego retoryką tłumów. Savonarola
zaś roztaczał wizję: przez wielkie zepsucie, jakie zapanowało w
całym świecie, spotka go zasłużona Boża kara. Szczególnie zaś
winni są hierarchowie Kościoła. Topór drwala
dotyka już drzewa, które ma ściąć: nadchodzi
Antychryst, nadchodzi kara, po której nastąpi zstąpienie Chrystusa
i jego tysiącletnie panowanie na ziemi.
Popularność
Savonaroli spowodowała, że musiał przenieść się do florenckiej
katedry, która jako jedyna mogła pomieścić jego słuchaczy. Tam
zaś, ośmielony swym statusem niemal proroka, zaatakował pierwszego
obywatela miasta: Wawrzyńca Wspaniałego. Oskarżył
go o skąpstwo, nadużywanie władzy w mieście dla
osiągania osobistych korzyści, tyranię, okrucieństwo,
małoduszność, pychę, rozpustę… Niewiele z tych oskarżeń
było, prawdę mówiąc, całkowicie nieprawdziwych – lecz
wszystkie one niesprawiedliwie przesadzone.
![]() |
Savonarola przemawiający przeciwko rozrzutności, Ludwig von Langenmantel 1879 |
Wawrzyniec
widział, że pobłażliwością nic nie wskóra. Wysłał do
klasztoru pięciu szanowanych obywateli miasta, którzy zagrozili
Savonaroli banicją, jeżeli nie przestanie rzucać oskarżeń wobec
Medyceuszy. Ten odpowiedział jedynie, że jeżeli będzie musiał
poddać się woli władzy, zrobi to, lecz to nie on powinien odejść
– lecz właśnie Wawrzyniec. Zamilknie zaś tylko wtedy, gdy jego
przeciwnik pokaja się za swoje grzechy.
Spór
ze Wspaniałym tylko zwiększał popularność kontrowersyjnego
kaznodziei. W polemikę z
apokaliptycznymi tezami Savonaroli wszedł znany augustiański
kaznodzieja Mariano da Genazzano.
Stwierdził on, że
zgodnie ze Słowem Bożym nikt nie zna daty końca świata, więc
wszystkie twierdzenia Savonaroli i jego zapowiedzi rychłej
apokalipsy są niewiarygodne. Dominikanin nie czekał długo z
odpowiedzią: na przykładzie patriarchów Starego Testamentu
wykazał, że Bóg kilkukrotnie dawał konkretnym ludziom możliwość
antycypowania Jego planów: stawił się więc niejako w jednym
rzędzie z prorokiem Danielem czy Noem.
Wygrana w tym słownym pojedynku przyniosła Savonaroli niespotykaną
popularność – wkrótce
został przeorem klasztoru świętego Marka. Nie odbył jednak
zwyczajowej wizyty, jaką nowoobrany przeor składał głowie
najpotężniejszego rodu miasta. Gdy Wawrzyniec sam przybył na
nabożeństwo z dużą sumą pieniędzy, Savonarola nie przyjął go,
a pieniądze nakazał rozdać ubogim.
Wspaniałomyślność
ta nie zmieniła
nastawienia Savonaroli, który
nie przestał atakować rodu Medyceuszy. Wierny pies nie
przestaje szczekać w obronie swego pana tylko dlatego, ze ktoś
rzucił mu kość - odpowiadał
swoim przeciwnikom. Status
zakonnika ugruntowało kilka wydarzeń, które zinterpretowano jako
początek spełniania się przepowiedni Savonaroli. Zmarł Innocenty
VIII; śmierć spotkała także najpotężniejszego przeciwnika
Savonaroli – Wawrzyńca Medyceusza.
Okoliczności
jego zgonu świadczą doskonale o radykalizmie zakonnika. Wawrzyniec
czując zbliżającą się śmierć, wezwał do siebie Savonarolę,
by ten wysłuchał jego spowiedzi. Dalej natomiast historia
przekazuje nam przynajmniej kilka wersji wydarzeń. Według jednej z
nich, Savonarola uzależnił rozgrzeszenie od spełnienia trzech
warunków: Wawrzyniec ma bardziej kochać Boga, z odwagą pójść na
spotkanie śmierci, a w razie wyzdrowienia zmienić tryb życia. Inna
wersja podaje, że trzecim warunkiem była wolność Florencji –
wspaniały odmówił i nie otrzymał rozgrzeszenia.
Bicz Boży
Tymczasem,
w Rzymie dochodzi do wyboru Aleksandra VI, a w odległym końcu Włoch
umiera król Neapolu Ferrante. Wkrótce nadszedł do Italii
zapowiadany przez Savonarolę Bicz Boży. Po
schedę po zmarłym Ferrante zgłosił się potężny król Francji Karol VIII.
Papież zaś już wcześniej związał się sojuszem z nowym władcą
Neapolu, Alfonsem II, co stawiało go w gronie wrogów nowego
Cyrusa.
Do tego, doskonałym pretekstem do interwencji w Italii były
wezwania części kardynałów, oburzonych postawą nowego papieża i
wzywających do jego obalenia. Wśród
sojuszników króla Francji pojawił się i sam Savonarola,
domagający się reformy Kościoła, dokonanej za pomocą soboru,
którego pierwszą decyzją powinna być oczywiście detronizacja
Borgii.
W
stronnictwie antyfrancuskim znalazła się także
Florencja, już pod chwiejnym i niezdecydowanym przywództwem Piero,
syna Wawrzyńca. Nie odziedziczył po ojcu talentów politycznych
-
odziedziczył
za to problem Savonaroli. On zaś, po śmierci Wspaniałego, nie
miał już
poważnego przeciwnika w mieście. Po otwarciu bram wojskom
francuskim, Piero
stracił resztki zaufania obywateli, którzy zwrócili się w stronę
nowego proroka -
Savonaroli.
Po
odejściu wojsk francuskich na południe, gdzie miały zgodnie z
pragnieniem Savonaroli zająć Rzym i obalić uzurpatora na Stolicy
Piotrowej, zakonnik stał się najważniejszą osobą w mieście.
Wypędzenie
Medyceuszy mogło oznaczać szansę na przywrócenie demokratycznych
instytucji, zaniedbanych
pod ich rządami. O radę zwrócono się do Savonaroli. Zakonnik
zaproponował konkretne rozwiązania ustrojowe. Zwrócił
uwagę na system wenecki, dzięki któremu Najjaśniejsza od
dziesięcioleci unikała rewolt i kłopotów. Miał to być jednak
tylko wstęp do ustanowienia w Mieście Kwiatów teokracji, opartej o
perfekcyjnie przestrzeganą publicznie i prywatnie moralność.
Istota zmiany miała więc być nie polityczna, lecz duchowa. Każde
dobro materialne powinno służyć rozwojowi dobra moralnego i
religijnego.
![]() |
Widok Florencji z łańcuchem, Francesco Rosselli po 1480 |
Propozycja
ta zyskała wielu zwolenników w mieście. Manifestacje stronników
Savonaroli przerodziły się szybko w pełne wrogości wobec osób
związanych z rodem Medyceuszy. Zakonnik nie pozwalał jednak na ich
eskalację i falę samosądów. Swoich przeciwników traktował łagodnie, dopóki nie
podniosła się wobec niego opozycja: ten,
kto zwalcza nasz rząd, zwalcza Chrystusa.
Florentczycy bez szemrania słuchali ciągle coraz bardziej
natchnionego dominikanina. Jego stronnicy, Płaksy (Piagnoni,
od
emocjonalnych reakcji w czasie jego kazań) zdobyli większość w
Signorii i de
facto władza
w mieście należała właśnie do niego.
Gdy
sytuacja we Florencji zdawała układać się jak najlepiej z punktu
widzenia Savonaroli, na Półwyspie nastąpiła niekorzystna dla
niego volta. Karol
VIII dążył jak najszybciej do zdobycia Neapolu i w Rzymie urządził
sobie tylko krótki postój, zgadzając się na warunki układu
zaproponowane przez papieża (jak się później okazało, Borgia
oszukał króla Francji). Łatwo zdobył Neapol, jednak jego wojska
zaczął dziesiątkować syfilis, do tego stracił poparcie rodów
neapolitańskich, którym po obaleniu Alfonsa II marzyło się
zrzucenie jakiejkolwiek zwierzchniej władzy. Przeciwników Francji –
wśród nich cesarza, Hiszpanię, Mediolan i Wenecję zjednoczył
wokół siebie Aleksander VI. Wobec
takiej koalicji Karol był bezsilny i postanowił wycofać się z
Italii. Savonarola postawił wtedy pierwszy fałszywy krok: w
wiernopoddańczym tonie błagał króla, by nie odstępował od planu
obalenia Borgii, lekceważąco wyrażając się przy tym o Florencji.
Ujawniona przez nieostrożność korespondencja nie przyniosła
zakonnikowi sławy w mieście. 17 czerwca w oddalonym o kilkadziesiąt
kilometrów od Florencji Poggibonsi Savonarola spotkał się z
ewakuującym się z Półwyspu Karolem. Przestrzegł
go, że sam Bóg wybrał go do spełnienia misji odnowy Kościoła;
jeżeli nie podejmie tego zadania, czekają go znacznie
większe niepowodzenia, które mu ześle gniew Boga.
Po przegranej z koalicją Świętej Ligi pod Fornuovo wojska
francuskie wycofały się z Półwyspu na dobre. I był to początek
końca Savonaroli.
Starcie z Aleksandrem VI
Florencja
nadal pozostawała pod jego urokiem. Wystąpili przeciwko niemu
rywalizujący z zakonem św. Dominika franciszkanie. Savonarola
zaatakował więc poziom moralny kleru: księża
sprzedają sakramenta, sprzedają msze, wszystko czynią z łakomstwa
(…)
nie powierzajcie
im dzieci waszych i na nie baczenie miejcie.
Wystąpił
także gwałtownie przeciwko papieżowi. Aleksander VI dotychczas
tolerował kazania zakonnika, częściowo także dlatego, że
większym problemem był dlań jego sojusznik Karol VIII. Po
wycofaniu wojsk francuskich z Italii, papież miał rozwiązane ręce
w sprawie Savonaroli. W pierwszym swoim liście z lipca 1495 roku
wezwał go więc do stawienia się w Rzymie i wyjaśnienia swoich
twierdzeń. Savonarola odpowiedział, że niestety zatrzymuje go
choroba i nagląca kwestia reformy Florencji. Obiecał
wysłać mu książkę, którą właśnie kończył pisać, Compendio
delle rivelazioni.
Papież zwlekał z reakcją do września – postanowił zagrać na
podział w łonie dominikanów florenckich, wysyłając list do
klasztoru Świętego Krzyża, rywalizującego z klasztorem św.
Marka. Zakazał także Savonaroli głoszenia kazań. Ten odpowiedział
pojednawczym listem i na pewien czas powstrzymał się od publicznych
wystąpień. Florencka Signoria zabiegała jednak w Rzymie o
zniesienie
zakazu. Aleksander
zgodził się pod warunkiem, że mnich będzie bardziej wyważony w
krytyce papiestwa. Savonarola zgodził się i w lutym kolejnego roku
powrócił na ambonę.
Rozpoczął
od deklaracji lojalności wobec prawowitych władz kościelnych.
Później jednak, zapalając się własnym radykalizmem, rozpoczął
perory przeciwko zepsuciu współczesnych, szczególnie wysokiego
duchowieństwa. Papież nie może nakazać mu niczego, co byłoby
sprzeczne z Ewangelią, nikt nie może zakazać mu prorokowania.
Ogromną manifestację poparcia zorganizował w Niedzielę Palmową.
Po serii wielkopostnych kazań, urządził procesję nawiązującą
do wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, którą uwieńczył ogłoszeniem
Go królem i obrońcą wolności Florencji. Ponoć Aleksander VI
zaoferował mu wtedy kapelusz kardynalski, lecz
zakonnik odmówił.
![]() |
Kielich wina z Cezarem Borgia, John Collier 1893 |
Lato
1496 było ostatnią chwilą chwały dominikańskiego kaznodziei.
Wkrótce z odległej Francji nadeszły
wieści o śmierci następcy tronu, która wpędziła Karola VIII w
rozpacz i całkowicie rozwiała nadzieje na odnowę Kościoła za
jego sprawą. Papież wykorzystał ten kryzysowy moment na
pozbawienie Savonaroli władzy w zakonie, zapowiadając połączenie
klasztorów północnej i środkowej Italii w Kongregację
Toskańsko-Rzymską. Savonarola, poparty przez swoich zwolenników w
zakonie, zapowiedział że nie pogodzi się z tą decyzją.
Dla
Florencji niefortunne okazały się tak naprawdę dopiero nadchodzące
miesiące. Susza,
która zagroziła miastu głodem, zmusiła wielu mieszkańców do
żebrania na ulicach. Wysokie kontrybucje nałożone przez Francuzów
rujnowały budżet. Wybrana
w styczniu 1497 roku Signoria składała się właściwie wyłącznie
ze zwolenników Savonaroli, którzy z fanatyzmem przystąpili do
realizowania, poprzez system zakazów i nakazów, planu ustanowienia
w mieście Nowej
Jerozolimy.
Pierwsza połowa roku upłynęła pod znakiem działalności owianych
złą sławą Kompanii
Nadziei i słynnych stosów próżności. Płonęły ukazujące
nagość obrazy, nieskromne suknie dam, kości do gry, bezbożne
książki, jak Dekameron
Boccaccia. Grzeszników karano bez litości, szczególnie zaś
sodomitów. Wydarzenia te odbiły się szerokim echem w całej
Italii.
Śmierć Savonaroli
13
maja 1497 roku Aleksander VI ogłosił ekskomunikę Girolamo
Savonaroli. We
Florencji akt ten nie zrobił wielkiego wrażenia. Dominikanin
liczył się już od jakiegoś czasu z tą możliwością; mieszkańcy
miasta zaś poparli swego proroka. Dopiero w październiku zdecydował
się na próbę przebłagania papieża, która pozostała bez
odpowiedzi. Widząc, że Borgia pozostanie nieugięty, przystąpił
na nowo do ataku na papiestwo:
ekskomuniki są dziś tanie i każdy może za cztery dukaty
ekskomunikować, kogo mu się podoba (…)
Czy sądzicie, że
boję się Rzymu(…)?
Wyruszę przeciwko niemu jak przeciw poganom.
Gdy
treść nowych wystąpień Girolamo dotarła do papieża, postawił
on ultimatum florenckim ambasadorom: albo Savonarola zamilknie, albo
miasto zostanie obłożone interdyktem. Signoria długo nie dawała
odpowiedzi; dominikanin zaś nieustannie atakował Borgię,
stwierdzając nawet, że nie tylko nie jest on prawdziwym papieżem,
ale nawet chrześcijaninem. Wezwał władców chrześcijańskiego
świata do interwencji i obalenia uzurpatora.
Tego
dla Aleksandra VI było już zdecydowanie zbyt wiele. Wezwał
Florencję po raz kolejny do ukrócenia działalności publicznej
Savonaroli. Signoria tym razem zareagowała: zakazała wygłaszania
kazań charyzmatycznemu i wciąż wielbionemu przez wielu obywateli
miasta zakonnikowi. 25 marca franciszkanin Francesco di Puglia wezwał
Savonarolę do próby ognia.
7
kwietnia
1498 roku - dzień później mijało 6 lat od śmierci Wawrzyńca
Wspaniałego. Na placu przez budynkiem Signorii ustawiono dwa stosy,
podlane oliwą i smołą. Do próby, która polegała na przejściu
wąską ceglaną ścieżką wśród płomieni, przystąpić miał di
Puglia i zwolennik Savonaroli, który przyjął wyzwanie: Domenico
Buonovicini. Stronnicy dominikanina przybyli na miejsce w procesji z Najświętszym Sakramentem, śpiewając pieśni i modląc się. Z obu
stron pojawiły się zarzuty i wątpliwości: sutanna
Domenica mogła być zaczarowana, więc musiał ją zmienić; poważne
wątpliwości budziło też użycie konsekrowanej hostii, którą
chciał wziąć ze sobą na próbę. Czas mijał i tłum coraz
energiczniej domagał się igrzysk; w końcu nastał wieczór, a
deszcz zgasił płomienie. Przez całą noc miasto wrzało:
Savonarola z obawy przed florentczykami schronił się w klasztorze i
być
może tylko
aresztowanie
ocaliło jego życie. Wraz z dwoma dominikanami: Silvestro Maruffim i
Domenico trafił przed oblicze Signorii.
![]() |
Egzekucja Savonaroli, Fillippo Dolciati 1498 |
Na
wieść o tym papież zażądał dostarczenia Savonaroli do Rzymu.
Florencja jednak odmówiła i poprzestał na wysłaniu dwóch swoich
przedstawicieli na proces. Dochodzenie było zwykłą farsą:
torturowany, Savonarola przyznał się do winy, później jednak
odwołał swoje zeznania. Nie miało to już jednak znaczenia dla
sędziów, spośród których wszyscy byli przeciwnikami
dominikanina. 22 maja wydano trzy wyroki śmierci na Savonarolę i
jego towarzyszy. Wykonano je następnego dnia: po
spowiedzi i Komunii św. skazańców powiadomiono, że papież na
mocy specjalnego przywileju udziela im odpuszczenia kar czyśćcowych
i przyjmuje z powrotem na łono Kościoła. Ciała po powieszeniu
spalono, a prochy wrzucono do rzeki Arno, by nie stały się
przedmiotem czci zwolenników zakonnika. Reakcja
przeciwników Savonaroli przekroczyła
wszelkie granice: bluźnierstwa wypełniły wnętrza kościołów;
korona Matki Bożej porwana z klasztoru św. Marka ozdobiła głowę
kurtyzany. Hazard i prostytutki zapełniły już nie tylko wąskie,
podejrzane uliczki, jak w starych, dobrych czasach hipokryzji.
Kłopotliwe dziedzictwo
Do
śmierci Savonaroli doprowadziły go nie radykalne postulaty moralne,
lecz wątpliwe związki i ambicje polityczne. Przecenił swe
zdolności w sferze, wymagającej przebiegłości i elastyczności.
Nie był na pewno pozbawionym wrażliwości i inteligencji fanatykiem
– więź przyjaźni bądź inspiracji łączyła go z takimi
ludźmi, jak Botticelli,
Ficino, Poliziano, della Mirandola. Poglądami
zakonnika na papiestwo zafascynowany był Marcin Luter; lecz jego
doktryna moralna inspirowała także zupełnie prawowiernych
katolików: Juliusz II nakazał umieścić go na obrazie obok św.
Tomasza z Akwinu, Benedykt XIV nie wahał się uwzględnić go w swym
dziele De servorum
Dei beatificatione
jako człowieka godnego naśladowania. Otwarte pozostaje pytanie, kim
tak naprawdę był Savonarola: człowiekiem średniowiecza, oburzonym
swobodą nowoczesnej Italii, niezrozumianym prorokiem, rewolucjonistą
moralnym pozbawionym miary, heretykiem – może świętym?
Bibliografia:
- ks. M. Banaszak, Historia Kościoła katolickiego, t. 2., Warszawa 2009
- J. Smołucha, Girolamo Savonarola, Kraków 2004
- R. Gervaso, Borgiowie, Warszawa 1995
Dr Аgbazara-świetny człowiek, ten lekarz pomoże mi odzyskać mojego kochanka Jenny Williams, który zerwał ze mną 2 lata temu z jego potężnym zaklęciem, i dzisiaj wróciła do mnie, więc jeśli potrzebujesz pomocy, skontaktuj się z nim przez e-mail: ( agbazara@gmail.com ) lub zadzwoń / WhatsApp +2348104102662. I rozwiąż swój problem jak ja.
OdpowiedzUsuń